Zaryzykowałam swoją niezależność finansową

Categories We dwoje, Życiowo
niezależność finansowa

Chciałam zrobić to od dawna, jednak z różnych względów zwlekałam. Najpierw z finansowych, w końcu w niektórych sytuacjach moja marna pensyjka okazywała się całkiem przydatna. Wiedziałam jednak, że to tylko stan przejściowy.

Później górę wzięło myślenie naszpikowane stereotypami, których tak nienawidzę. Nie lubiłam swojego etatu, pracowałam na infolinii, ale miałam święty spokój. Nie w pracy, ale podczas rozmów z rodziną i znajomymi. Pracowałam jak każdy normalny człowiek i jak większość, za pieniądze, które nie pozwoliłyby mi na samodzielne utrzymanie. I tutaj dochodzimy do sedna.

Wszystko było bez sensu

Miałam pełną świadomość, że w korpo z moim wykształceniem nie mam szans na rozwój. Nawet jeśli od czasu do czasu miałabym marną szansę na awans, nadal nie robiłabym tego, co lubię. W zasadzie nie robiłabym nawet tego, co potrafię znieść bez większego bólu tylnej części ciała. Całą sobą czułam, że praca na infolinii to ostateczność i totalnie nie nadaję się do odbierania telefonów. Nie spodziewałam się, że klienci, którzy dzwonią na infolinię, potrafią być tak bezczelni, okrutni i po prostu głupi. Miałam stanowczo za dużo dni w pracy, gdy wątpiłam w ludzkość. Całkowicie zwątpiłam w tę pracę, gdy klient zrobił mi awanturę, bo zapytałam go o imię i nazwisko.

Kolejny raz miałam okazję uświadomić sobie, czego nie chcę robić w życiu. Niestety nie miałam jeszcze okazji w pełni uświadomić sobie, jak robić to, co lubię i na tym zarabiać. Postanowiłam spróbować kolejny raz. Nie wiem, czy cokolwiek z tego wyjdzie. Na dzisiaj chcę zajmować się copywritingiem. Daję sobie czas, czyli to, co najcenniejsze. Podjęłam decyzję, że jeśli przez kilka miesięcy nie będę w stanie zarabiać na pisaniu przynajmniej takich pieniędzy, jak na infolinii, spróbuję się przekwalifikować. Trudno, najwyżej zacznę wszystko od nowa, nauczę się czegoś, z czym nie wiązałam wcześniej przyszłości.

Pozorna niezależność

Mimo wszystko, jak każdy dorosły człowiek, martwię się o swoją niezależność finansową. Jestem teraz w sytuacji uprzywilejowanej. Podjęłam tę decyzję wspólnie z mężem i mam pewność, że nie umrę z głodu. Z drugiej strony nie chcę uzależniać się finansowo na zbyt długo, nawet od najbardziej zaufanej osoby. Mam tutaj wielki wewnętrzny konflikt. Nie czuję się do końca dobrze, korzystając cały czas z pieniędzy, których sama nie zarobiłam. Z drugiej strony, jeśli nie podjęłabym żadnych działań, które pozwolą mi w przyszłości dobrze zarabiać, mój poziom życia i tak zależałby od pensji męża.

Zależy mi na tym, żeby żyć na dobrym poziomie i jednocześnie mieć pracę, którą lubię. Porzuciłam więc złudzenia, bo chociaż byłam przyzwyczajona do mojej pozornej niezależności finansowej, wiedziałam, że albo zaryzykuje, albo zawsze wszystko będzie złudzeniem.

Najtrudniej skorzystać z pomocy

Czuję, że czasami warto skorzystać z możliwości, jakie daje nam druga strona. W dzisiejszym świecie walczymy jak lwy, żeby tylko pokazać, że pracujemy. W większości przypadków musimy, nie ma wyjścia. Tylko nawet jeśli to wyjście jest, czasami wolimy unieść się honorem. Jednak czy praca w najgorszych zawodach jest tego warta? Nie jest, a potrafi nam zamknąć drzwi do czegoś lepszego. Tak samo nie wszystko każdemu udaje się od razu. Kilka lat wcześniej powiedziałabym, że teraz będę miała już dobrą, ustatkowaną i dobrze płatną pracę. Wiele rzeczy się nie udało, rynek pracy mnie zaskoczył, okazał się bezlitosny dla wszystkich spoza branży IT.

Teraz muszę zawalczyć o lepsze, nie mam wyjścia, ale mogę skorzystać z czasu, który mam dzięki mężowi. Nadal z tyłu głowy kłębią się myśli, że głupio nie mieć pewności, że nawet najmniejsza kwota wpłynie co miesiąc na konto. Tylko wiem, że to kolejny stereotyp. Niezależność finansowa jest zajebiście ważna, ale nie za wszelką cenę. Jeśli żyjemy w normalnym, zdrowym związku bez przemocy ekonomicznej, to gramy do wspólnej bramki i gdy jest potrzeba, możemy ryzykować i wspólnie szukać odpowiedniej drogi zawodowej dla obu stron.

Dzisiaj panuje kult nawet najgorszej pracy. Za wszelką cenę boimy się oprzeć na partnerze, choćby na kilka miesięcy. Tak jakby przynoszenie do domu pieniędzy było jedyną wartością. Widzę taką tendencję w swoim otoczeniu, nie pracuję od zawrotnych 4 dni, a już każdy zdążył zapytać, ile złożyłam CV. To bez sensu, w końcu po to tworzymy rodzinę, żeby było nam łatwiej i żyć i zmieniać swoje życie.

Dlatego teraz ryzykuję swoją niezależność finansową, na jakiś czas, żeby znaleźć odpowiednią drogę zawodową. Robię to dla siebie, szczęścia, naszego małżeństwa i żebym też kiedyś miała realny wpływ na nasz poziom życia.

A Wy jakie macie podejście do pracy i zarabiania pieniędzy? Pracujecie za wszelką cenę, żeby tylko dołożyć cokolwiek do budżetu czy umiecie odpuścić?

Cześć, mam na imię Sylwia. Pokazuję, że feministki to fajne i szczęśliwe babeczki. Piszę o feminizmie, siostrzeństwie i dziewczyńskich sprawach! Prowadzę też kanał na YT o wszystkim co intymne.